Wyjaśnijmy sobie coś na wstępie.
Jestem na diecie przez całe życie, nie w przenośni. Dla osób nie w temacie zdrowia, ćwiczeń i całego cyrku zwanego "zdrowym trybem życia", na dietę składa się sposób odżywiania, stan psychiczny oraz fizyczny. Dieta to styl życia a styl życia się zmienia, wpływając tym samym na nasz stan duchowy, fizyczny i psychiczny. Nasze zdrowie psychiczne zależy np. od ludzi ,którymi się otaczamy, ale też od tego czy nasze serce jest niewidoczne przez ogromną warstwę tłuszczu!
Do wszystkich biochemików: to tylko przenośnia, reeeelaaaxxx
Wiadomo każdy ma swój sposób na życie, albo nie. Hej! Jeśli lubisz się wzorować czy po prostu żyć jak ktoś inny, nie oceniam.
Tak, tak, każdy jest inny, wyjątkowy.... bla bla bla!
To może przejdźmy do tej mojej "wyjątkowości".
Jestem wegetarianką, czyli bez mięsa, skórzanych przedmiotów, futer, kosmetyków testowanych itd. I tak, bycie wege to nie tylko powiedzenie papa kebabom i mc. Natomiast nie jestem przeciwnikiem jajek (jak to brzmi, no ale nie ważne) czy tez miodu. To zależy od człowieka. Wegetarianizm to proces, długotrwały proces. Od końca 6 klasy byłam semiwegetarianką, czyli eliminacja czerwonego mięsa. Następnie w klasie 2, wyeliminowałam mięso białe a teraz będąc w 3 z dumą nazywam się wegetarianką. Brawo ja! Czy coś.
Przechodząc dalej, nie opowiadając całej historii mojego życia. Co mi to dało?
Po pierwsze (jak w rozprawce), czuję się lepiej. Nie jestem ospała i mam więcej energii. No może nie teraz tuż przed egzaminami ,ale tak ogólnie to tak.
Po drugie, halo, planeta i te sprawy.
Po trzecie, nie zmieniło to zbyt wiele w moim życiu.
Nexttt!
Zanim padną stwierdzenia, że to niezdrowe to chcę was uświadomić, że w przyrodzie wszystko ma swój zamiennik, więc wszystkie niedobory żelaza czy magnezu, nie są mi straszne.Istnieje coś takiego jak suplementy, ale wystarczy brać B12 i resztę pozyskiwać naturalnie, to nie jest takie trudne!
Ogólnie to nie polecam. Przecież kto by chciał się ograniczać, nawet jeśli jest to o wiele zdrowsze? Kebsy górą!
Jeśli nie jesteś amebą umysłową i zrozumiałeś ten sarkazm, zapraszam do obserwacji, komentowania i tych wszystkich rzeczy związanych ze stalkowaniem mojego mini światka.
Dodam, że nikogo nie zmuszę do bycia wege,to tylko moje zdanie, jak zawsze zresztą.
A ten post to wstęp do całej części o jedzeniu napisany, żeby potem nie tłumaczyć.
Au revoir!
Jestem na diecie przez całe życie, nie w przenośni. Dla osób nie w temacie zdrowia, ćwiczeń i całego cyrku zwanego "zdrowym trybem życia", na dietę składa się sposób odżywiania, stan psychiczny oraz fizyczny. Dieta to styl życia a styl życia się zmienia, wpływając tym samym na nasz stan duchowy, fizyczny i psychiczny. Nasze zdrowie psychiczne zależy np. od ludzi ,którymi się otaczamy, ale też od tego czy nasze serce jest niewidoczne przez ogromną warstwę tłuszczu!
Do wszystkich biochemików: to tylko przenośnia, reeeelaaaxxx
Wiadomo każdy ma swój sposób na życie, albo nie. Hej! Jeśli lubisz się wzorować czy po prostu żyć jak ktoś inny, nie oceniam.
Tak, tak, każdy jest inny, wyjątkowy.... bla bla bla!
To może przejdźmy do tej mojej "wyjątkowości".
Jestem wegetarianką, czyli bez mięsa, skórzanych przedmiotów, futer, kosmetyków testowanych itd. I tak, bycie wege to nie tylko powiedzenie papa kebabom i mc. Natomiast nie jestem przeciwnikiem jajek (jak to brzmi, no ale nie ważne) czy tez miodu. To zależy od człowieka. Wegetarianizm to proces, długotrwały proces. Od końca 6 klasy byłam semiwegetarianką, czyli eliminacja czerwonego mięsa. Następnie w klasie 2, wyeliminowałam mięso białe a teraz będąc w 3 z dumą nazywam się wegetarianką. Brawo ja! Czy coś.
Przechodząc dalej, nie opowiadając całej historii mojego życia. Co mi to dało?
Po pierwsze (jak w rozprawce), czuję się lepiej. Nie jestem ospała i mam więcej energii. No może nie teraz tuż przed egzaminami ,ale tak ogólnie to tak.
Po drugie, halo, planeta i te sprawy.
Po trzecie, nie zmieniło to zbyt wiele w moim życiu.
Nexttt!
Zanim padną stwierdzenia, że to niezdrowe to chcę was uświadomić, że w przyrodzie wszystko ma swój zamiennik, więc wszystkie niedobory żelaza czy magnezu, nie są mi straszne.Istnieje coś takiego jak suplementy, ale wystarczy brać B12 i resztę pozyskiwać naturalnie, to nie jest takie trudne!
Ogólnie to nie polecam. Przecież kto by chciał się ograniczać, nawet jeśli jest to o wiele zdrowsze? Kebsy górą!
Jeśli nie jesteś amebą umysłową i zrozumiałeś ten sarkazm, zapraszam do obserwacji, komentowania i tych wszystkich rzeczy związanych ze stalkowaniem mojego mini światka.
Dodam, że nikogo nie zmuszę do bycia wege,to tylko moje zdanie, jak zawsze zresztą.
A ten post to wstęp do całej części o jedzeniu napisany, żeby potem nie tłumaczyć.
Au revoir!


